OrientAkcja

O pomysłach na organizację rajdu dowiedziałem się późną jesienią podczas Zakończenia sezonu RJnO, kiedy to z Michałem startowaliśmy w jednej drużynie. Niemal od razu wiedziałem, że jeśli rajd dojdzie do skutku będę chciał w nim wystartować. Jednocześnie szukałem możliwości jakby tu skromnie pomóc przy organizacji. Ostatecznie udało się jedno i drugie. Rajd miał przebiegać na zachód od Łodzi, a więc w okolicach mi bliżej nie znanych – to dodatkowy bonus, gdyż jak powszechnie wiadomo rajdy rowerowe na orientację to nie tylko jazda na rowerze i oglądanie mapy, ale też poznawanie nowych zakątków. Poza tym lubię rajdy, z elementem krajoznawczym, gdzie trzeba informacje odszukać, znaleźć. Bowiem można całkiem sporo dowiedzieć się o regionie, tak by the way. W tym przypadku zgrało się to idealnie.

Na liście zgłoszeń pojawiło się sporo ciekawych osób, znanych z innych rajdów i Pucharu Polski (PPMRnO), a więc pewne stało się, że nie będzie to zwykły, spokojny przejazd, choć takie początkowo miałem zamiary. Jednocześnie start w rajdzie traktowałem jako świetną przeprawę przed zbliżającym się ZaDymnem. Pogoda nie ułatwiała zadania. Ciężkie i wilgotne masy powietrza polarno-morskiego, chłód i bardzo mocny wiatr zniechęcały do dłuższej jazdy, ale pomimo to na starcie zjawiła się całkiem spora grupa uczestników. W sumie na obu trasach około 60 osób.

Po otrzymaniu map, szybka analiza rozmieszczenia punktów i wariant zachodni. Na pierwszy rzut PK5. Na wzniesieniu doganiam jednego z uczestników i melduje się przy punkcie, który stanowi szlaban. Potem jazda malowniczą ścieżką w dolinie Neru w kierunku PK3. Przy punkcie spotykam Krzysztofa. Razem przejeżdżamy większą część trasy osiągając nierzadko bardzo wysokie tempo. Momentami pod wiatr średnio nieco ponad 30 km/h. Częstokroć  jestem pod wrażeniem świetnych decyzji Krzysztofa. Tak docieramy do kolejnych punktów co jakiś czas mijając się z Piotrem Banaszkiewiczem i Radkiem Walentowskim.  Wówczas miałem wrażenie, że nasza przewaga systematycznie rośnie. Jednak za PK8 tempo jazdy nieco spada, pojawiają się pierwsze symptomy zmęczenia. Kopna, błotnista i piaszczysta droga robi swoje. Jak to kiedyś powiedział jeden z teamowych kolegów „bo z piachem się nie siłuje tylko w piachu się mieli” pasowało jak ulał do sytuacji. Bywa że jadąc powtarzam sobie te słowa jak mantrę i czasami pomaga. Przy PK14 doganiają nas Radek z Piotrkiem, a następnie wyprzedzają. Grupa się dzieli. Jadąc długą, prostą drogą początkowo asfaltem, który przechodzi w szutrówkę, a następnie w piaszczystą drogę czuję spadek energetyczny. Postanawiam przycupnąć na moment na mostku przed miejscowością Markówka i sięgnąć po batona. Niezwlekając wsiadam na rower i jadę dalej. Na drodze polnej nieopodal PK12 spostrzegam wychodzącą zza krzewów wymienioną trójkę. Zdecydowali się na skrót. PK12 teoretycznie najtrudniejszy do odnalezienia bo ukryty z dala od drogi w mokrym lesie znajdujemy dość szybko. Podoba mi się lokalizacja PK8 na starym, opuszczonym cmentarzu wojennym. Następnie jedziemy podmokłą drogą polną. Kolejne punkty wpadają dość szybko. Odjeżdżając z PK7 (ambona) zwlekam nieco z odjazdem. Moment ten wykorzystują Piotr z Radkiem i odjeżdżają. Później mimo prób nie udaje mi się ich dogonić, a Krzysztof musi się jeszcze zmierzyć z PK5, o którym najwyraźniej na początku zapomniał. Ostatni odcinek od PK9 jadę bardzo mocno i ostatecznie na mecie zjawiam się ze stratą 2 minut z hakiem. Zawody wygrywają ex-equo Piotr i Radek. Trzeci melduje się Krzysztof. Na koniec przyjemnie było odbierać medale i wygrzewać się w słońcu, które niespodziewanie po zawodach zaświeciło mocniej.

Na całe zawody patrzę z dużym uznaniem. Michał i Mateusz, którzy podjęli się niełatwego zadania organizacji imprezy masowej wywiązali się z zadania doskonale. Pokazując, że za 10 zł (bo tyle wynosiło wpisowe) da się zorganizować świetną impreze. Trasa ciekawa, możliwe różne warianty, punkty rozstawione dobrze. Program zgodny z agendą. Dla najlepszych czekały duże, ciężkie medale i nagrody. Nie zabrakło posiłków w formie przekąsek, grilla, gorącej herbaty i wody. Jeśli ktoś miał problem w trasie – a zdarzył się taki przypadek - był zwożony. Po zawodach panowała bardzo dobra atmosfera. Momentami było wręcz zabawnie, w czym duża zasługa nie tylko uczestników, ale też organizatorów. Jeśli nie skończy się na tym jednym razie i Orientakcja ponownie wejdzie do kalendarza rajdów to z przyjemnością przyjmę tą wiadomość. 

Trasa przejazdu: http://www.point-orient.pl/sites/doma304/show_map.php?user=Lukasz&map=16

Wyniki: http://orientakcja.blogspot.com/p/wyniki_2079.html

 

Dekoracja medalistów trasy Mega  (fot. Zdjęcia Mateusza)

 

Przed startem (fot. Agata foto-grafka.eu)